Znalezione zdjęcia dla Domek na Mazurach - cz.1:
Brak.
Znalezione filmy dla Domek na Mazurach - cz.1:
Brak.
Jadąc ciemną podziurawioną niczym ser szwajcarski drogą przeklinałem w myślach chwilę, kiedy wspólnie z żoną wpadliśmy na pomysł, aby właśnie w tych dniach wybrać się na długo wyczekiwany urlop. Lato w Polsce ma jakieś 80 dni, a nam akurat trafiły się te najbardziej deszczowe, chłodne, można by rzec, wręcz angielskie. Oczywiście wszyscy znajomi namawiali nas, aby wyjechać gdzieś za granicę. Tunezja, Maroko, Grecja, Cypr, nawet oblegany przez polskich turystów Egipt, wszystkie te miejsca miały być według nich lepszą opcją, niż ryzykowny wypad na Mazury. Ale nie, my się uparliśmy i na przekór panującej modzie na egzotyczne wojaże, zdecydowaliśmy się ten urlop spędzić w kraju. Choć szczerze powiedziawszy, biorąc pod uwagę stan mazurskich dróg, czas jaki zabrało nam dotarcie na miejsce, gęstość zaludnienia i niewielką ilość (a raczej całkowity brak) sklepów w okolicy, też mogliśmy poczuć się jakbyśmy wyjechali przynajmniej na Krym. Wolni od cywilizacji, całego wielkomiejskiego zgiełku. W końcu o to nam chodziło i wszystko byłoby super, gdyby nie ta cholerna pogoda.
Skoro już zdecydowaliśmy się zostać w kraju, dlaczego akurat Mazury? Powodów było kilka. Po pierwsze tutaj, w odróżnieniu od wypadu nad morze czy w góry, można poczuć prawdziwe odosobnienie, a na to chyba najbardziej mieliśmy ochotę. Zatłoczone szlaki górskie, czy zapchane plaże, tego chcieliśmy uniknąć. Dalsze powody to nasz sentyment i zakwaterowanie. Oba się łączą. Tutaj spędziliśmy nasze pierwsze wspólne wakacje, tutaj też osiem lat temu po raz pierwszy kochaliśmy się z Pauliną. No i na koniec, znajdujący się tutaj domek letniskowy, należąy do rodziców mojej żony. Bardzo przytulny, powiedziałbym że wręcz luksusowy o standardzie nie ustępującym cztero gwiazdkowym hotelom. Moi teściowie ponoć korzystali z niego rok rocznie jeszcze w latach 90., teraz jednak ci emerytowani lekarze zaglądali tu niezwykle rzadko, nawet nie raz na rok. Za to ich dzieci korzystały z tej oazy dość regularnie.
Właśnie wracaliśmy z oddalonego o 20 kilometrów miasteczka, wioząc przepotężne zakupy, które starczyć nam miały już do końca pobytu. Sporych rozmiarów krople deszczu miarowo spadały na szybę, wymuszając na wycieraczkach szybką pracę. W bagażniku naszego Jeepa Grand Cheeroki pobrzękiwały butelki wina, w radio leciała przyjemna, relaksująca muzyka. Zerkałem od czasu do czasu na moją żonę, która zapadła się w fotel i utkwiła zamyślone spojrzenie w bocznej szybie, przypatrując się przemykającym za oknem drzewom. To był nasz szósty dzień pobytu tutaj, piąty deszczowy, kolejny, podczas którego praktycznie nie wychodziliśmy z domku. Wyjątkiem były właśnie dokonane zakupy. Widziałem, że nie jest zadowolona z naszego wypadu. Miała ochotę na kąpiele w jeziorze, wygrzewanie się w słońcu, chodzenie po lesie, tymczasem robiliśmy dokładnie to samo co moglibyśmy robić w domu. Kochaliśmy się, przygotowywaliśmy wykwintne dania, oglądaliśmy filmy i rozmawialiśmy. Niby było przyjemnie, ale jednak czegoś brakowało.
Zatrzymałem wzrok na jej bordowej sukience. Zdecydowanie była zakupiona z myślą o nieco lepszych warunkach pogodowych. Była dość krótka, sięgała nawet nie do połowy uda, odkrywając wspaniale opalone, długie, zadbane nogi mojej żony. Widać było, iż sporo czasu spędzała w fitness-clubach. Jej nogi łączyły smukłość, delikatność z lekką, ale jednak wypracowaną muskulaturą. Doskonale wiedziałem, jaka siła w nich drzemie, jak mocno umie nimi opleść swojego kochanka, jak potrafi zacisnąć swoje uda na mojej głowie, gdy przeżywa orgazm. Przejechałem wzrokiem w górę po jej idealnym, szczupłym z lekko zarysowanymi mięśniami brzuchu i zatrzymałem się na piersiach. Deszcz, który zmoczył nas na parkingu, sprawił, iż jej sukienka idealnie obklejała piersi, uwydatniając sterczące sutki. Biust mojej żony nie był zbyt duży, powiedział bym nawet że był on przeciętnej wielkości. Jednak nie potrzebował być większy. Idealne, niesamowicie jędrne półkule, zwieńczone cudownymi sutkami, nie za dużymi, nie za małymi, tworzyły przepiękny, wręcz powalający widok. Jedno z ramiączek sukienki Pauliny opadło, nadając jej lekko prowokującego wyglądu. Nie potrzeba mi było nic więcej, aby naszła mnie ochota na seks z Pauliną.
Zdjąłem rękę z wajchy skrzyni biegów i położyłem ją na jej jędrnym udzie. Przesuwałem ją powoli, delikatnie, tak aby rozgrzać jej nieco zziębnięte ciało. Nie protestowała, przyjęła tę pieszczotę z nieukrywaną przyjemnością, cichutko pomrukując. Podwinąłem lekko sukienkę, masując wewnętrzną stronę jej uda. Nie trzeba było być geniuszem, aby zorientować się, że ma na to ochotę. Najpierw rozszerzyła lekko, prawie niezauważalnie nogi, a gdy moja dłoń powędrowała głębiej, zacisnęła je na niej. Paulina zaczęła delikatnie się poruszać, jakby to teraz ona masowała swoimi udami moją dłoń, ocierała się o nią, najpierw powoli, lecz z czasem przyspieszała. Wzrok cały czas miała wlepiony w zmieniający się za oknem krajobraz. Nie mogłem się powstrzymać, aby nie przesunąć dłoni dalej. Mimo, iż ściskała mnie bardzo mocno, pokonałem kilka centymetrów dotykając jej jedwabnych majteczek. Nie spodziewałem się tego, ale były już odrobinę wilgotne.
- Może chcesz się zatrzymać? – zapytałem z nieukrywaną nadzieją w głosie.
Spojrzała na mnie zalotnie, udając, że nie wie o co mi chodzi. Zapadła się w siedzeniu, rozchylając na sekundę uda, tak, jakby chciała nimi zagarnąć moją dłoń. Przywarłem palcami do jej stringów, czując za cienką warstwą materiału jej rozpaloną szparkę. Zaczęła się poruszać w rytm brzmiącej muzyki, wręcz masturbować się przy pomocy mojej dłoni. Boże, ależ ona była wtedy seksowna. W moich dżinsach zaczęło robić się naprawdę ciasno, tymczasem ona pojękiwała, absorbując moją uwagę od sytuacji na drodze. Błysk reflektorów i klakson nadjeżdżającego z naprzeciwka samochodu niemal nie doprowadziły mnie do zawału. Wyrwałem swoją rękę z objęć ud żony i szarpnąłem kierownicą, wracając samochodem na właściwy pas jazdy. Gdy wyminęliśmy się, westchnąłem ciężko, przetarłem czoło spoglądajac na Paulinę.
- Przepraszam skarbie, sama widziałaś, niemal bym nas zabił.
- Dla mnie byś nie zaryzykował? – uśmiechała się powalająco, demonstrując perlisty uśmiech. – Jak tam wolisz. Patrz na swoją drogę.
Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie tym co zaczęła wówczas robić. Podciągnęła dół swojej sukienki niemal po sam brzuch, odsłaniając turkusowe stringi, na których ciemna plamka odznaczała jej wilgotny rowek. Patrzyłem kątem oka, jak przesuwa materiał majtek w stronę prawego uda, odsłaniając wydepilowaną przed kilkoma godzinami szparkę. Była cudowna, lekko zaróżowiona z delikatnie wystającymi wargami. Jej smukłe palce najpierw zaczęły masować okolice na wokoło muszelki, by dopiero po kilku westchnięciach dotknąć tych najbardziej erogennych miejsc. Z jej przygryzionych warg wydobył się jęk rozkoszy. Błądziła palcem po swoim rowku, od czasu do czasu dotykając łechtaczki. Wtedy to z jej gardła wydobywały się najbardziej rozkoszne pojękiwania. Przy tym wszystkim całkowicie ignorowała mnie, zachowując się tak, jakby była w aucie sama.
Spojrzałem na drogę, rozglądając się za jakimś zjazdem, gdzie mógłbym zatrzymać samochód, wtem poczułem na ustach jej palce. Były wilgotne, wręcz ociekały jej sokami. Nacierała nimi moje wargi.
- Zawsze mówiłeś, że lubisz mój smak. – poznawałem ten tembr głosu. Miała taki, gdy ogarniało ją naprawdę spore podniecenie, połączone z ochotą na niezwykle dziką zabawę. – Nie masz teraz na mnie ochoty?
Co mogłem wtedy zrobić. Zassałem jej palce z rozkoszą delektując się cudownymi sokami z jej szparki, gdy ona zabrała swoją dłoń. Teraz to lewą zaczęła masturbację, ale tylko na chwilę. Gdy stała się ona wystarczająco mokra, znów przycisnęła mi ją do ust, jednocześnie prawa powędrowała do najcudowniejszego miejsca jakie mogło wówczas istnieć. Muzykę poczęły przygłuszać jej jęki, teraz już się ze mną nie drażniła, nie chciała mnie jedynie rozochocić. Czułem, że w tym momencie liczy się tylko dla niej jej własna rozkosz i temu się całkowicie oddawała. Masowała wargi, coraz większą uwagę poświęcając łechtaczce.
Zredukowałem bieg na czwórkę, zwolniłem do 40 kilometrów i gdy moja lewa ręka trzymała kierownicę, prawa powędrowała w stronę krocza mojej małżonki. Boże, z jej wnętrza wypływały niespotykane ilości żądzy. Uda były śliskie i wilgotne, jakoś w ogóle nie przyjmowałem się siedzeniem, które pewnie nasiąkało z każdą chwila podnieceniem Pauliny. Gdy zbliżyłem się palcami do łechtaczki, agresywnie odepchnęła moją dłoń, dając znać, iż nie życzy sobie abym jej przeszkadzał. Była w stu procentach pochłonięta sobą, wiła się spazmach rozkoszy. Cóż mi pozostawało, skierowałem palec w stronę jej dziurki. Wiedziałem, że sama nie lubi sobie tam wpychać czegokolwiek, ale co innego, gdy robi to ktoś inny. Gdy znalazłem się u wejścia, momentalnie oderwała rękę od moich warg i popchnęła moją dłoń, wpychając cały palec do rozgrzanego i wilgotnego do granic możliwości wnętrza. Głośno jęknęła wyginając się na fotelu. Masowałem palcem ścianki jej pochwy, czując jak się rozszerza, wręcz mnie zasysa. Szybko dołączyłem kolejny palec, zastanawiając się jak daleko będę mógł się posunąć.
- Włóż więcej! – wręcz warknęła. – Włóż, proszę!
Wepchnąłem do środka cztery palce i nie mogę powiedzieć, aby ciężko poszło. Była tak rozpalona, tak chętna, że przez chwilę zastanawiałem się, czy aby nie spróbować w nią włożyć całej dłoni. Szybko jednak z tego pomysłu zrezygnowałem, bojąc się, że popsuję cała sytuację.
Patrzyłem to na drogę, to na uda żony, pomiędzy którymi ginęły moje palce, by za moment przenieść wzrok na jej wspaniałe jędrne piersi, które zdawały się rozsadzać materiał sukienki. Całkowicie zapomniała o mnie. Jej lewa ręka powędrowała na piersi, ugniatając je, szarpiąc i ciągnąć sztywne sutki. Twarz Pauliny wygięła się w niesamowitym grymasie podniecenia, nadając jej niemalże zwierzęcego wyrazu.
- Nie przestawaj! Nie waż się przestać! – to już nie były prośby, to był rozkaz.
Nadziewała się na moją dłoń, samej masując swoją łechtaczkę i sutek. Ugniatała pierś z taką siłą, że musiało jej to sprawiać także ból, najwidoczniej jednak podniecenie było silniejsze. Przeżywała nieziemską rozkosz, ja w tym czasie tonąłem w morzu pożądania. Jak na złość nigdzie nie dostrzegałem żadnego zjazdu. Zerknąłem na jej biust i nie mogłem się powstrzymać. Przywarłem twarzą do jej piersi, chwytając w zęby sterczący sutek. Westchnęła, jednocześnie samochodem szarpnęło, gdy zjechaliśmy na pobocze. Oderwałem twarz od biustu żony i przywróciłem naszemu jeepowi odpowiedni tor jazdy.
W tym momencie się zaczęło. Jej uda gwałtownie poczęły się rozszerzać, pochłaniając moje palce, z kolei ręka Pauliny masująca łechtaczkę jeszcze jakby przyspieszyła. Pochyliła się do przodu, by po chwili gwałtownie wypchnąć biust odrzucając głowę na siedzenie. Z gardła mojej żony wydobył się dźwięk. Nie był to ani jęk ani krzyk, lecz coś jeszcze bardziej szalonego. Bardziej rozkosznego. Zaprzestała ruchów ręką, pochylając się w stronę kolan. Ciężko dyszała, widziałem jak pod wpływem głębokich wdechów zapadają się jej plecy. Powoli, najdelikatniej jak to było możliwe wyciągnąłem z niej swoje palce. Mokre, ociekające cudownym nektarem. Westchnęła.
Nie odzywając się ani słowem, patrzyłem na nią, pochłaniałem jej piękne ciało wzrokiem. Spojrzała na mnie z miną zawstydzonej dziewczynki, jakby chciała w ten sposób wyrazić, że to wszystko stało się przypadkiem, nie z jej winy.
- Oba.
- Słucham? – w pierwszej chwili nie zrozumiałem.
- Oba głuptasie – jej brązowe oczy zalśniły.
Wtuliła się w moje ramię.
Skoro już zdecydowaliśmy się zostać w kraju, dlaczego akurat Mazury? Powodów było kilka. Po pierwsze tutaj, w odróżnieniu od wypadu nad morze czy w góry, można poczuć prawdziwe odosobnienie, a na to chyba najbardziej mieliśmy ochotę. Zatłoczone szlaki górskie, czy zapchane plaże, tego chcieliśmy uniknąć. Dalsze powody to nasz sentyment i zakwaterowanie. Oba się łączą. Tutaj spędziliśmy nasze pierwsze wspólne wakacje, tutaj też osiem lat temu po raz pierwszy kochaliśmy się z Pauliną. No i na koniec, znajdujący się tutaj domek letniskowy, należąy do rodziców mojej żony. Bardzo przytulny, powiedziałbym że wręcz luksusowy o standardzie nie ustępującym cztero gwiazdkowym hotelom. Moi teściowie ponoć korzystali z niego rok rocznie jeszcze w latach 90., teraz jednak ci emerytowani lekarze zaglądali tu niezwykle rzadko, nawet nie raz na rok. Za to ich dzieci korzystały z tej oazy dość regularnie.
Właśnie wracaliśmy z oddalonego o 20 kilometrów miasteczka, wioząc przepotężne zakupy, które starczyć nam miały już do końca pobytu. Sporych rozmiarów krople deszczu miarowo spadały na szybę, wymuszając na wycieraczkach szybką pracę. W bagażniku naszego Jeepa Grand Cheeroki pobrzękiwały butelki wina, w radio leciała przyjemna, relaksująca muzyka. Zerkałem od czasu do czasu na moją żonę, która zapadła się w fotel i utkwiła zamyślone spojrzenie w bocznej szybie, przypatrując się przemykającym za oknem drzewom. To był nasz szósty dzień pobytu tutaj, piąty deszczowy, kolejny, podczas którego praktycznie nie wychodziliśmy z domku. Wyjątkiem były właśnie dokonane zakupy. Widziałem, że nie jest zadowolona z naszego wypadu. Miała ochotę na kąpiele w jeziorze, wygrzewanie się w słońcu, chodzenie po lesie, tymczasem robiliśmy dokładnie to samo co moglibyśmy robić w domu. Kochaliśmy się, przygotowywaliśmy wykwintne dania, oglądaliśmy filmy i rozmawialiśmy. Niby było przyjemnie, ale jednak czegoś brakowało.
Zatrzymałem wzrok na jej bordowej sukience. Zdecydowanie była zakupiona z myślą o nieco lepszych warunkach pogodowych. Była dość krótka, sięgała nawet nie do połowy uda, odkrywając wspaniale opalone, długie, zadbane nogi mojej żony. Widać było, iż sporo czasu spędzała w fitness-clubach. Jej nogi łączyły smukłość, delikatność z lekką, ale jednak wypracowaną muskulaturą. Doskonale wiedziałem, jaka siła w nich drzemie, jak mocno umie nimi opleść swojego kochanka, jak potrafi zacisnąć swoje uda na mojej głowie, gdy przeżywa orgazm. Przejechałem wzrokiem w górę po jej idealnym, szczupłym z lekko zarysowanymi mięśniami brzuchu i zatrzymałem się na piersiach. Deszcz, który zmoczył nas na parkingu, sprawił, iż jej sukienka idealnie obklejała piersi, uwydatniając sterczące sutki. Biust mojej żony nie był zbyt duży, powiedział bym nawet że był on przeciętnej wielkości. Jednak nie potrzebował być większy. Idealne, niesamowicie jędrne półkule, zwieńczone cudownymi sutkami, nie za dużymi, nie za małymi, tworzyły przepiękny, wręcz powalający widok. Jedno z ramiączek sukienki Pauliny opadło, nadając jej lekko prowokującego wyglądu. Nie potrzeba mi było nic więcej, aby naszła mnie ochota na seks z Pauliną.
Zdjąłem rękę z wajchy skrzyni biegów i położyłem ją na jej jędrnym udzie. Przesuwałem ją powoli, delikatnie, tak aby rozgrzać jej nieco zziębnięte ciało. Nie protestowała, przyjęła tę pieszczotę z nieukrywaną przyjemnością, cichutko pomrukując. Podwinąłem lekko sukienkę, masując wewnętrzną stronę jej uda. Nie trzeba było być geniuszem, aby zorientować się, że ma na to ochotę. Najpierw rozszerzyła lekko, prawie niezauważalnie nogi, a gdy moja dłoń powędrowała głębiej, zacisnęła je na niej. Paulina zaczęła delikatnie się poruszać, jakby to teraz ona masowała swoimi udami moją dłoń, ocierała się o nią, najpierw powoli, lecz z czasem przyspieszała. Wzrok cały czas miała wlepiony w zmieniający się za oknem krajobraz. Nie mogłem się powstrzymać, aby nie przesunąć dłoni dalej. Mimo, iż ściskała mnie bardzo mocno, pokonałem kilka centymetrów dotykając jej jedwabnych majteczek. Nie spodziewałem się tego, ale były już odrobinę wilgotne.
- Może chcesz się zatrzymać? – zapytałem z nieukrywaną nadzieją w głosie.
Spojrzała na mnie zalotnie, udając, że nie wie o co mi chodzi. Zapadła się w siedzeniu, rozchylając na sekundę uda, tak, jakby chciała nimi zagarnąć moją dłoń. Przywarłem palcami do jej stringów, czując za cienką warstwą materiału jej rozpaloną szparkę. Zaczęła się poruszać w rytm brzmiącej muzyki, wręcz masturbować się przy pomocy mojej dłoni. Boże, ależ ona była wtedy seksowna. W moich dżinsach zaczęło robić się naprawdę ciasno, tymczasem ona pojękiwała, absorbując moją uwagę od sytuacji na drodze. Błysk reflektorów i klakson nadjeżdżającego z naprzeciwka samochodu niemal nie doprowadziły mnie do zawału. Wyrwałem swoją rękę z objęć ud żony i szarpnąłem kierownicą, wracając samochodem na właściwy pas jazdy. Gdy wyminęliśmy się, westchnąłem ciężko, przetarłem czoło spoglądajac na Paulinę.
- Przepraszam skarbie, sama widziałaś, niemal bym nas zabił.
- Dla mnie byś nie zaryzykował? – uśmiechała się powalająco, demonstrując perlisty uśmiech. – Jak tam wolisz. Patrz na swoją drogę.
Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie tym co zaczęła wówczas robić. Podciągnęła dół swojej sukienki niemal po sam brzuch, odsłaniając turkusowe stringi, na których ciemna plamka odznaczała jej wilgotny rowek. Patrzyłem kątem oka, jak przesuwa materiał majtek w stronę prawego uda, odsłaniając wydepilowaną przed kilkoma godzinami szparkę. Była cudowna, lekko zaróżowiona z delikatnie wystającymi wargami. Jej smukłe palce najpierw zaczęły masować okolice na wokoło muszelki, by dopiero po kilku westchnięciach dotknąć tych najbardziej erogennych miejsc. Z jej przygryzionych warg wydobył się jęk rozkoszy. Błądziła palcem po swoim rowku, od czasu do czasu dotykając łechtaczki. Wtedy to z jej gardła wydobywały się najbardziej rozkoszne pojękiwania. Przy tym wszystkim całkowicie ignorowała mnie, zachowując się tak, jakby była w aucie sama.
Spojrzałem na drogę, rozglądając się za jakimś zjazdem, gdzie mógłbym zatrzymać samochód, wtem poczułem na ustach jej palce. Były wilgotne, wręcz ociekały jej sokami. Nacierała nimi moje wargi.
- Zawsze mówiłeś, że lubisz mój smak. – poznawałem ten tembr głosu. Miała taki, gdy ogarniało ją naprawdę spore podniecenie, połączone z ochotą na niezwykle dziką zabawę. – Nie masz teraz na mnie ochoty?
Co mogłem wtedy zrobić. Zassałem jej palce z rozkoszą delektując się cudownymi sokami z jej szparki, gdy ona zabrała swoją dłoń. Teraz to lewą zaczęła masturbację, ale tylko na chwilę. Gdy stała się ona wystarczająco mokra, znów przycisnęła mi ją do ust, jednocześnie prawa powędrowała do najcudowniejszego miejsca jakie mogło wówczas istnieć. Muzykę poczęły przygłuszać jej jęki, teraz już się ze mną nie drażniła, nie chciała mnie jedynie rozochocić. Czułem, że w tym momencie liczy się tylko dla niej jej własna rozkosz i temu się całkowicie oddawała. Masowała wargi, coraz większą uwagę poświęcając łechtaczce.
Zredukowałem bieg na czwórkę, zwolniłem do 40 kilometrów i gdy moja lewa ręka trzymała kierownicę, prawa powędrowała w stronę krocza mojej małżonki. Boże, z jej wnętrza wypływały niespotykane ilości żądzy. Uda były śliskie i wilgotne, jakoś w ogóle nie przyjmowałem się siedzeniem, które pewnie nasiąkało z każdą chwila podnieceniem Pauliny. Gdy zbliżyłem się palcami do łechtaczki, agresywnie odepchnęła moją dłoń, dając znać, iż nie życzy sobie abym jej przeszkadzał. Była w stu procentach pochłonięta sobą, wiła się spazmach rozkoszy. Cóż mi pozostawało, skierowałem palec w stronę jej dziurki. Wiedziałem, że sama nie lubi sobie tam wpychać czegokolwiek, ale co innego, gdy robi to ktoś inny. Gdy znalazłem się u wejścia, momentalnie oderwała rękę od moich warg i popchnęła moją dłoń, wpychając cały palec do rozgrzanego i wilgotnego do granic możliwości wnętrza. Głośno jęknęła wyginając się na fotelu. Masowałem palcem ścianki jej pochwy, czując jak się rozszerza, wręcz mnie zasysa. Szybko dołączyłem kolejny palec, zastanawiając się jak daleko będę mógł się posunąć.
- Włóż więcej! – wręcz warknęła. – Włóż, proszę!
Wepchnąłem do środka cztery palce i nie mogę powiedzieć, aby ciężko poszło. Była tak rozpalona, tak chętna, że przez chwilę zastanawiałem się, czy aby nie spróbować w nią włożyć całej dłoni. Szybko jednak z tego pomysłu zrezygnowałem, bojąc się, że popsuję cała sytuację.
Patrzyłem to na drogę, to na uda żony, pomiędzy którymi ginęły moje palce, by za moment przenieść wzrok na jej wspaniałe jędrne piersi, które zdawały się rozsadzać materiał sukienki. Całkowicie zapomniała o mnie. Jej lewa ręka powędrowała na piersi, ugniatając je, szarpiąc i ciągnąć sztywne sutki. Twarz Pauliny wygięła się w niesamowitym grymasie podniecenia, nadając jej niemalże zwierzęcego wyrazu.
- Nie przestawaj! Nie waż się przestać! – to już nie były prośby, to był rozkaz.
Nadziewała się na moją dłoń, samej masując swoją łechtaczkę i sutek. Ugniatała pierś z taką siłą, że musiało jej to sprawiać także ból, najwidoczniej jednak podniecenie było silniejsze. Przeżywała nieziemską rozkosz, ja w tym czasie tonąłem w morzu pożądania. Jak na złość nigdzie nie dostrzegałem żadnego zjazdu. Zerknąłem na jej biust i nie mogłem się powstrzymać. Przywarłem twarzą do jej piersi, chwytając w zęby sterczący sutek. Westchnęła, jednocześnie samochodem szarpnęło, gdy zjechaliśmy na pobocze. Oderwałem twarz od biustu żony i przywróciłem naszemu jeepowi odpowiedni tor jazdy.
W tym momencie się zaczęło. Jej uda gwałtownie poczęły się rozszerzać, pochłaniając moje palce, z kolei ręka Pauliny masująca łechtaczkę jeszcze jakby przyspieszyła. Pochyliła się do przodu, by po chwili gwałtownie wypchnąć biust odrzucając głowę na siedzenie. Z gardła mojej żony wydobył się dźwięk. Nie był to ani jęk ani krzyk, lecz coś jeszcze bardziej szalonego. Bardziej rozkosznego. Zaprzestała ruchów ręką, pochylając się w stronę kolan. Ciężko dyszała, widziałem jak pod wpływem głębokich wdechów zapadają się jej plecy. Powoli, najdelikatniej jak to było możliwe wyciągnąłem z niej swoje palce. Mokre, ociekające cudownym nektarem. Westchnęła.
Nie odzywając się ani słowem, patrzyłem na nią, pochłaniałem jej piękne ciało wzrokiem. Spojrzała na mnie z miną zawstydzonej dziewczynki, jakby chciała w ten sposób wyrazić, że to wszystko stało się przypadkiem, nie z jej winy.
- Oba.
- Słucham? – w pierwszej chwili nie zrozumiałem.
- Oba głuptasie – jej brązowe oczy zalśniły.
Wtuliła się w moje ramię.
Tagi:
Domek na Mazurach - cz.1
27.10.2009 o godz. 18:58


