Znalezione zdjęcia dla Mąż i żona:
Brak.
Znalezione filmy dla Mąż i żona:
Brak.
Gdy Marek wrócił do domu jego żona Ania krzątała się po kuchni szykując jedzenie dla dzieciaków. Na talerzu przed nią rozłożone było kilka kanapek na które nakładała ser, wędlinę i inne smakołyki.
- Jak tam minął dzień? – zapytał standardowo Marek łapiąc za jedną z kromek. Niestety nie zdążył się nacieszyć jedzonkiem. Momentalnie dostał po łapach.
- A Ty co? Bozia rączek nie dała? To dla dzieci, a jak głodny to masz jedzenie w lodówce –odpowiedziała Ania zabierając mu talerz sprzed nosa i udała się z nim w stronę pokoju dzieci – A dzień tak sobie. Zdenerwował mnie szef. I za dużo klientów marud co przyjdą, czas zajmują, a żadnego kredytu nie wezmą. A zaraz ci opowiem jak wrócę.
Marek trochę się obruszył. Kanapki wyglądały smakowicie a najlepsze są właśnie takie gotowe, a te które trzeba sobie samemu robić to już nie mają tego czegoś. Dlatego poszedł na łatwiznę i przegryzł kilka ciasteczek z lodówki.
- Aniu.. rano nie było ani jednej niepogniecionej koszuli – głośno powiedział w stronę pokoju dzieci – Musiałem rano prasować i się spóźniłem trochę do pracy przez Ciebie. – nalał sobie coli, wypił i odłożył szklankę na blacie kuchennym. W tym momencie Ania wróciła.
-Że niby co?! Służącą sobie znalazłeś? Jest równouprawnienie. Trzeba było sobie wieczorem samemu przypilnować – Odpowiedziała Ania patrząc na Marka jakby ten urwał się z choinki. Po chwili jednak na jej twarzy pokazała się złość - A to co ta szklanka?! Czy nie mamy zmywarki!
Marek właśnie odchodził od blatu i nie za bardzo mu się chciało wracać.
- Weź już daj mi chwilę spokoju. Człowiek zmęczony z pracy przychodzi i nie może nawet wypocząć. Zaraz ją włożę – odpowiedział licząc na dyspensę, jednak nie poszło po jego myśli.
- Ja znam te twoje zaraz. A ja to niby cały dzień się obijam? – Głos Ani się podniósł - Jakby ci to wyleciało z głowy to też pracuję i jeszcze rano dzieci wyprawić do szkoły, i teraz jeszcze idą do kina i na czyjej to jest głowie? I na dodatek mam się twoją szklanką zajmować??? Oooo… nie nie gagatku, Nie wyjdziesz z kuchni zanim ta szklanka nie znajdzie się w zmywarce!
Marek niechętnie zawrócił patrząc bojowo w oczy Ani włożył szklankę do zmywarki. Już wolał się poświecić i przeżyć jakoś katorgę uprzątnięcia za sobą niż wysłuchiwać marudzenia. Dopiero teraz zauważył że Ania ma na sobie fartuszek. W życiu nie nosiła, a wyglądała w nim bardzo kobieco. Przeważnie zajęta poważnymi zawodowymi sprawami a tu taki detal. Tak nagle mu się pojawiła w głowie wizja co by było jakby tak nie miała na sobie nic oprócz tego fartuszka.
Ania tymczasem złapała jego kołnierzyk i popatrzyła na niego fachowym wzrokiem.
- No nawet dobrze wyprasowane. Od dzisiaj możesz całe prasowanie na siebie przejąć. – powiedziała uśmiechając się z satysfakcją.
Marek ciągle miał w głowie Anię bez niczego na sobie ale pomyślał że to nie czas na tego typu wizje i poszedł do pokoju oglądać TV. Jego żona tymczasem odprawiała dzieci do kina. Wciskała im na drogę resztę kanapek których nie chciały. Przyszła po pieniądze do dużego pokoju gdy wyciągała je ze swojej portmonetki Marek znowu spojrzał na nią i jak jej ciało porusza się pod ubraniem i znowu mu wizje wskoczyły do głowy.
Ania w końcu odprawiła dzieci. Poszła do łazienki napuścić sobie wody do wanny i przyszła zapalić do Marka. Zaczęła opowiadać o swoich „problemach” w pracy, i jak ją dziś wszyscy denerwują, a Marek przytakiwał nie za bardzo nadążając za treścią. Jedynie na moment zwrócił uwagę gdy Ania podrapała się pod bluzką po piersi odsłaniając jej kawałek na chwilę. Potem patrzał na nią co raz bardziej się zastanawiając na co ma ochotę. Ania to dostrzegła.
- No co? – zapytała patrząc po sobie czy czasem nie ma gdzieś plamy lub coś w tym stylu.
- A wiesz… - Marek zrobił znaczącą pauzę - … idziesz się kąpać? Rozbierz się do naga tutaj do tej kąpieli – strzelił ni z tego niż zowego.
-Że co? – na twarzy Ani pojawiło się zdziwienie.
- No tak całkiem do naga. Wiesz… gołe cycki, pupa, <a href="http://pornowrota.pl">cipka</a>. Popatrzę chętnie.
Ania zrobiła na chwilę wielkie oczy. Po czym pokręciła głową, przyłożyła dłoń do czoła Marka i wychodząc do łazienki powiedziała.
- Ale tobie to się roi. Stary a głupi.
Marek pozostał sam w pokoju.
Ania leżała w wannie delektując się ciepłem i pianą. Wracały do niej słowa Marka o tym by się rozebrała w pokoju i cały czas myślała że przecież by to było niedorzeczne, ale przechodziły ją takie dziwne ciarki na tą myśl… Zawsze była zwolenniczką partnerstwa w związku, dwojga ludzi na równych prawach a takie coś całkowicie nie mieściło się w jej światopoglądzie. Nagle drzwi się otworzyły i pojawił się w nich Marek. Podszedł do kranu i zaczął myć ręce. Ania widziała jak jego wzrok co chwilę pada na jej odsłonięte z pod piany fragmenty nagiego ciała. Po chwili zakręcił wodę jakby miał wyjść, ale odwrócił się i zastygł tak patrząc na nią z lekkim uśmiechem.
Oczywiście że wiele razy widział ją nago, ale to raczej w takich sytuacjach łóżkowych. Ale teraz była inna sytuacja a on wpatrywał się w nią tak władczo jak na swoją własność i jakby zjadał oczyma. Poczuła się lekko speszona i mimowolnie skuliła się.
- No co? – Zapałą patrząc na niego pytająco.
-A… - Marek znowu jakby sekundę się namyślał - … no wstań. Umyję cię.
Ania zasłoniła się jeszcze bardziej, ale lekko zarumieniła.
- No chyba dzisiaj z drzewa spadłeś. Na to jest odpowiednie miejsce i pora. Wariat. Idź już lepiej dalej film oglądać.
Marek kucnął, uśmiechnął się do niej i puknął jej delikatnie palcem po nosku:
- A no to mam lepszy pomysł kotku .
Ania zdziwiła się i zaczęła się zastanawiać co Marek kombinuje.
- Ale najpierw polowanie na myszkę – powiedział i wkładając dłoń do wody. Znalazła się ona na jej brzuchu i zaczęła podążać w dół. Ania zaskoczona uchyliła się wiedząc dokąd zmierza i zaczęła się rzucać w wannie a Marek nie ustępował. Wijąc się tak nieporadnie próbowała zasłonić swe piersi jednak ku uciesze Marka nie za bardzo jej to wchodziło. Tak długo „gonił za myszką” aż złapał ją za futerko i pociągnął do góry tak że wynurzyła się z zwody na chwilę.
- Au! .. bo się obrażę – powiedziała Ania odciągając jego dłoń.
Marek pieszczotliwie poklepał ją po bezbronnej szparce i ustąpił. Wciąż wpatrując się w nią lubieżnie i z góry powstał i zaczął zbierać jej ubranie, bieliznę i ręczniki. Wziął je pod pachę i skierował się do wyjścia.
- Ale co ty robisz? – zapytała nie kryjąc zaskoczenia.
- A nic. Moje kochanie grzecznie przyjdzie samo do nagie i mokre do mnie. Będzie lekcja o równouprawnieniu i partnerstwie w związku. Już się nie mogę doczekać twojej cipeczki.
- Aa…ale ja przecież nie będą nago latała po domu! Ee ..ej.. gdzie wychodzisz?? Nie zamyka… - nie dokończyła zdania gdyż Marek wyszedł zamykając za sobą drzwi.
Ania została sama naga w wannie. Chciała wyjść ale nie miała się w co wytrzeć ani czym okryć. Jedyne wyjście jakie jej pozostawało to rzeczywiście przyjść nago do Męża i prosić o oddanie jej rzeczy. I trochę ją deprymowało że będzie musiała dać mu tą satysfakcję, a najgorsze w tym było to że nie miała innego wyjścia. Poczuła jak jej ciało jest w całkowitej władzy męża i będzie musiała „zatańczyć jak on zagra”. „O nie” pomyślała. Jeśli on sobie myśli że będzie ją tak traktował to się grubo myli:
- Nie wygłupiaj się Marek! Przynieś mi moje rzeczy natychmiast! – krzyknęła ale nie usłyszała żadnej odpowiedzi.
Marek siedział sobie na kanapie cierpliwie czekając na małżonkę. Nie za bardzo lubił tą kanapę ale Ania dostała ją od rodziców gdy wyprowadzali się na swoje. Było o nią parę kłótni lecz żona postawiła w końcu na swoim i tak jakoś zostało. Na szczęście miała już swoje lata i Marek cieszył się że w końcu będzie można ją niedługo wymienić - oczywiście mowa o kanapie. Gdy tak sobie rozmyślał zobaczył jak otwierają się drzwi od łazienki. Wyszła z nich skulona Ania całkiem naga i zasłaniając się oraz ociekając wodą weszła do pokoju.
- No co? – zapytała – wystarczy ci? To oddawaj – wyciągnęła dłoń po ubranie które trzymał za sobą –poza tym też byś się zaczął przygotowywać, mamy wpaść przecież wieczorem do mojej siostry. Tylko może byś się jakoś zachowywał tym razem.
- Ee.. wiesz że ich nie lubię przecież za bardzo. I się tam strasznie męczę. A poza tym mam co innego teraz do roboty… ale jesteś piękna wiesz… Podejdź tu grzecznie.
- Że co? – Ania znowu zrobiła wielkie oczy – Ja ci dam grzecznie! może już wystarczy? Przecież widziałeś mnie na golasa tyle razy! I już nie świruj.
- Jasne… ale tak patrzę… - Marek zaczął wpatrywać się w Anie, w jej krągłości. Lekko się uśmiechnął rozmarzony – i sobie myślę że zaraz… cię nieźle wymacam…. wszędzie.
- Maca to się kury! – prawie krzyknęła Ania i rzuciła się chcąc wyrwać swoje ubranie Mężowi. Musiała się przy tym cała odkryć co wywołało wesołość Marka, który patrzał jak pod czas tego szamotania jej piersi podskakują, a z futerka ściekają krople wody.
- A ja ciebie zmacam zaraz – powiedział nie przejmując się rzucaniem się Ani – ale najpierw pokażę ci jaka jesteś grzeczna. Aż się sama zdziwisz jak grzeczna potrafisz być. Ja sobie będę macał a ty będziesz miło na to pozwalać.
- Niedocze… - chciała powiedzieć Ania ale nie dokończyła.
Marek złapał ją za rękę i przełożył sobie przez kolano.
- Auć – krzyknęła. Chciała się wyrwać ale Marek był silniejszy. Przytrzymywał ją sobie, a jej nieporadne próby wyswobodzenia się bawiły go. – no puszczaj, puszczaj – bezsilnie starała się mu wyperswadować jego pomysły. Dopiero teraz dotarło do niej że jest naga przełożona przez jego kolano jak dziecko z pupą wystawioną do góry.
- No nie wierzgaj tak tymi nogami – powiedział mąż bawiąc się jej tyłkiem, bezceremonialnie wsuwając paluch między jej pośladki. Po chwili zobaczyła jak zaczyna rozpinać pasek. Jeszcze nie wiedziała co zamierza, ale gdy zaczął wysuwać go ze spodni coś ją tknęło.
- Ej no, chyba nie zamierzasz… - jednak on jak najwyraźniej zamierzał… Gdy wyciągnął pasek całkowicie, złapał go i przystawił do jej gołego bezbronnego tyłka. – No chyba kpisz… - zdążyła tylko powiedzieć.
- To jak? Będziesz grzeczną dziewczynka do macanek? – zapytał z uśmiechem i Ania poczuła jak twardy pasek przesuwa się po jej tyłku, lekko wsuwając się nawet między jej pośladki. Znowu zaczęła się wyrywać.
- Ja ci dam grzeczną dziewczynkę!! - nie zdążyła powiedzieć nic więcej. Po prostu poczuła uderzenie paskiem w tyłek aż trzasnęło w pokoju. Pierwsze co to oniemiała. Nie było to bardzo bolesne choć trochę zaszczepiało. Ale sam fakt że dostała po pupie od męża pasem i że miała jeszcze na dodatek być grzeczna wyprowadzał ją z równowagi. Poczuła jak dłoń Marka złapała ją za tyłek i zaczęła go miętosić.
- To jak? Już będziesz milutka?
- Ja ci dam milutka!! – krzyknęła ze złością. Poczuła drugie uderzenie i opanowała ją wściekłość. Zaczęła się wyrywać na wszystkie strony, Nawe chciała ugryźć Marka, ale ten trzymał ją fachowo tak że praktycznie była bezwolna, a jej tyłek był dla niego odsłonięty. A najgorsze że nie mogła nic na to poradzić. Zaczęła go wyzywać od Męskich bokserów, że go na policję zgłosi, ale wściekłość ta z każdą chwilą, z którą wiedziała że nic nie może poradzić, ustępowała rezygnacji. I najgorsze dla niej było to że ten facet którym zawsze tak umiejętnie umiała manipulować, starała się o jego samopoczucie, prała jego ciuchy, chowała jego dzieci itd. teraz trzymał ją na kolanach i wymierzał karę jak małej dziewczynce, a ona nic nie mogła zrobić. Po chwili rezygnacja całkowicie zajęła miejsce wściekłości.
- Dobra już będę… - rzuciła
- Co będziesz? – Zapytał uprzejmie Marek
- No będę grzeczna.
- Tak? – zapytał. Ucałował ją w policzek – to pokaż. Wypnij pupę wyżej, pokaż że wiesz że zasługujesz na lanie. – Ania przez moment nie wiedziała co robić ale po chwili jej pupa wygięła się do góry. Strasznie ją to wprawiało w zakłopotanie, że jednak jest taka miła dla swojego oprawcy który to jednocześnie jest jej mężusiem Mareczkiem. Czuła się tak bezwolna teraz w jego dłoniach.
- No dobra. - Powiedział Marek – Możesz opuścić. Grzeczna dziewczynka – Puścił ją. Ona lekko powstała a on przyciągnął ją i położył sobie tak że usiadła mu na jednym kolanie. – A teraz macanki – jedną dłoń miał za jej plecami trzymając ją za przedramię a druga dłoń zaczęła błądzić po jej ciele.
- No co mi robisz? – zapytała głosem zbitego pieska. Jego dłoń buszował po jej brzuchu i kierowała się co raz wyżej. Jej oddech przyśpieszył. Chciała się odrobinę skulić ale Marek druga ręką wygiął ją do tyłu tak że wszystkie jej skarby zostały odsłonięte. Jej oddech przyśpieszył, a jego dłoń doszła do jej piersi. Nie .. nie pieścił ich a po prostu nimi się bawił, ważył potrząsał.
-Proszę.. – powiedziała jakby chciała by się nad nią zlitował i zaprzestał. Ale jej oddech był co raz głębszy. Siedziała naga na kolanach kompletnie ubranego męża, w pokoju gościnnym w świetle dnia, a on robił z nią co chciał. Na dodatek każdy jego dotyk sprawiał że przechodziły ją ciarki. A to wszystko jeszcze po tym, jak dostała od niego lanie pasem. Wstydziła się okazywać swoje podniecenie, że ją ta sytuacja nakręca ale nie potrafiła. Niby lekko wywijała się jego dłoniom ale coś kazało jej być grzeczną i spełniać jego zachcianki.
- Łądne masz te cycki i fajne w dotyku – usłyszała i poczuła jak dał klapsa jednej z jej piersi, co z niewiadomych przyczyn spowodowało u niej kolejny przypływ podniecenia.
Gdy jego dłoń nacieszyła się jej piersiami zeszła w dół po brzuchu i spotkała się z jej włoskami łonowymi. Była tam podkurczona i nogi miała zaciśnięte. Spodziewała się że Marek będzie się chciał tam dostać na siłę i wiedziała że nie będzie musiał długo walczyć, ale on zrobił co innego. Spojrzał na nią z politowaniem i powiedział.
- No… wcale nie musisz wystawiać muszelki. – Ania słuchała z przejęciem – ja się nią za chwilę z chęcią pobawię –jego słowa działały jak kule uderzające w odpowiednie punkty. – Jak chcesz będziesz bezpieczna i jej nie ruszę, ale równie dobrze możesz pokazać jak miła potrafisz być i sama się wystawisz. – Marek Patrzał na nią z uśmiechem – A najfajniejsze to że sama wiesz że za chwilę pokażesz jak grzeczna jesteś kochanie.
- Nn … nie , proszę cie no …– wyszeptała Ania cały czas głęboko oddychając. Była zła na Marka że po prostu do niej się nie dobrał tylko sama musi się mu tak potulnie oddać. Jak potem będzie mogła go opieprzać za szklanki nie włożone do zmywarki, albo skarpetki zostawione koło łóżka. Patrzała jak jego dłoń głaszczę wnętrza jej zaciśniętych ud zbliżając się i oddalając od jej szparki.
- No. Właśnie teraz pokazujesz jak posłuszna jesteś – usłyszała – no… - jego dłoń delikatnie tylko naparła na jedno udo rozszerzając je. A ona uległa sama rozkładając je bardziej i bardziej. Trochę drażniło ją że znowu daje mu satysfakcję ale nie potrafiła się oprzeć samej sobie. A każde kolejne „grzeczna Ania” wypowiadane Marka złościło ją i nakręcało jednocześnie. Była co raz bardziej rozkraczona a on wcale nie dotykał jej tam po wystawianej szparce, jedynie jego dłoń głaskała ją tak nieznośnie w jej okolicach. W końcu złapał ją końcówkami palców za muszelkę, a jej całe ciało przeszedł dreszcz. Ponownie zaczął się nią bawić głaszcząc ją, łapiąc za wargi i puszczając, szarpiąc za włoski. Pozwalał sobie z jej wrażliwymi miejscami jakby z jakimś zwierzątkiem. A ona wiła się na jego kolanach rozkroczona i nawet nie musiał jej zmuszać, by pozostała w takiej niekomfortowej pozycji, cała dla niego otwarta.
- Jesteś świntuchem, wiesz –powiedziała w końcu.
Marek oparł się wygodniej na kanapie i zaprzestał drażnienia jej tam. Posmyrał ją pod brodą. A ona choć przestał ją obmacywać dalej leżała rozłożona na jego kolanach z wystawionymi cyckami, rozszerzonymi nogami w pozie zezwalającej na wszystko cokolwiek chciałby jej robić.
- No dobrze. Zasłużyłaś na nagrodę – powiedział Marek i podniósł ją. Wyciągnął z za pleców jej obcisłą koszulkę w paski i podał jej. Ania założyła ją prędko.
- A dół? – zapytała.
- Nie gorączkuj się skarbie – odpowiedział Marek. – Teraz grzecznie pójdzie moja macanka do kuchni i posłusznie zrobi mi kanapki. A pupę i cipkę będziesz miała odkrytą gotową na to żebym cię mógł sobie ciebie w każdej chwili zerżnąć, jak chcę i kiedy chcę.
- Chory jesteś wiesz - odpowiedziała.
- Nie dywaguj tyle kotku tylko idź posłusznie do kuchni bo mężuś głodny. Pokaż ładnie jak umiesz zapracować na zerżnięcie.
- Naprawdę chory - powiedziała Ania kierując się do kuchni. Stanęła tam przy blacie robiąc kromki zastanawiając się co wstąpiło w Marka i dlaczego ona tak się daje wozić. Jednak chłód powietrza jaki czuła na tyłku i między nogami przypominał jej że grzecznie jest tam otwarta dla niego na rżnięcie i sama mu za chwilę te skarby przyniesie do zabawy. Że on zrobi z nimi co chce. Myśli te powodowały że przyjemne ciarki przechodziły ją po całym ciele. Gdy wchodziła z talerzem pełnym kanapek on siedział na kanapie z nogami na stole. O to zawsze także były awantury. Popatrzyła tylko znacząco na nie, ale on nic sobie z tego nie zrobił. Położyła przed nim kanapki a on złapał jedną i rozłożywszy się wygodnie zaczął wcinać.
- No ujdą – powiedział poklepując ją po gołym tyłku. Znowu przeszły ją ciarki. Ściągnął ją za rękę na dół jak jakieś popychadło, a ona przyklęknęła przy nim. Marek jedząc położył jej drugą dłoń na głowie, pogłaskał, pogładził jej policzek i nadstawił ją przy jej ustach.
- Że niby mam cie całować? – zapytała?
- A czy ja kogoś zmuszam? Zrób tylko o co pragniesz zrobić. – odpowiedział nonszalancko zajadając się kanapkami.
Ania wkurzyła się trochę że nie dość ze mężusiowi kanapki zrobiła i przyniosła pod nos to jeszcze… domyśliła się że naprawdę chyba zacznie obcałowywać mu dłoń. Oczywiście nie chciała tego robić ale ciekawość co wtedy poczuje była silniejsza. Najpierw delikatnie ucałowała mu tą dłoń, potem zaczęła całować ją co raz mocniej i mocniej przyciskając ją do swej buzi i tuląc się w nią. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Przy niej jej mąż z nogami na stole, czego tak nienawidziła zawsze, a ona przy nim w pozycji półklęczącej prawie jak pies przy nodze obcałowuje i tuli się do jego dłoni czekając na najmniejsze ślady okazania jej dobroci. Co pewien czas okazywał ją, szarpiąc delikatnie za uchem co sprawiało że prawie odlatywała. Zachowywała się jak jego dziwka i chciała jeszcze bardziej się nią poczuć po całym dniu pracy.
Gdy był w połowie jedzenia wskazał palcem by siadła na stole.
- Nogi szeroko i wystaw cipkę. Mamy do pogadania.
- Ale co? – spytała niepewnie jednocześnie rozkraczając się przed Markiem.
- Tylko tyle umiesz? – zapytał z niezadowoleniem, dając jej lekkiego klapsa po futerku
- Au. No co? - Ania bardziej się wystawiła.- przecież grzeczna jestem
- Ale rano mnie na serio te koszule wkurzyły. Czujesz się winna?
- No weź przestań … nie będziemy teraz o tych koszu… Auuu – w tym momencie dostała klapsa lekkiego w szparkę.
- No ale wystarczy że przeprosisz.
- No co ty Marek.. Auu – ponowny klaps spadł na jej futerko. Ania była cała zarumieniona. Jej mężowi podobało się jak jest przed nim tak rozłożona przyjmując kary i posłusznie pozostając otwarta na kolejne, tak jakby mu się należało prawo do jej karania.
- No prze… pprzep Auuu – kolejny klaps
- co prze?
- przepraszam. Przepraszam, że nie wyprasowałam ci koszuli – Marek uśmiechnął się i w nagrodę potarmosił Anię za futerko aż ta zajęknęła a rozkosz przelała się falą po jej ciele. – głupolu ty.
Marek Kończył ostatnią kanapkę, a Ania czekała wciąż na stole rozkraczona przed Markiem. W międzyczasie rozmawiali trochę o tym że ten stół też by trzeba było wymienić za niedługo bo się lakier łuszczy. Co pewien czas Marek jakby od niechcenia zajmował się jej otworkami powodując co raz większe konwulsję w oczekującej na swój los Ani.
- No dobra, przełóż się przez stół i wypnij cipkę na zerżnięcie. Poużywam sobie na tobie od tyłu – Zrobiła to od razu. Wypięła się do niego jak tylko mocno mogła czekając aż się zlituje i ulży sobie na niej. Podobało jej się że ma tylko obcisłą koszulkę a dół cały odsłonięty i wypięty na swego oprawcę. Wydała się sobie przez to bardziej naga między nogami. A on powoli kończył dojadanie kanapki co pewien czas klepiąc ją po tyłku. W końcu wstał rozpiął tylko rozporek. Nawet nie patrzyła do tyłu ale wiedziała że jego <a href="http://foto.sex.pl">penis</a> jest już na wolności, spuszczony ze smyczy, na nią. Poczuła jak zaczyna się w nią pchać, jak wchodzi, jak jej <a href="http://pornonisza.pl">cipka</a> chce mu się oddać. Jak wnika głębiej i głębiej. A on znowu wcale nie zajmował się nią, tylko czuła jak sam sobie chce dobrze na niej zrobić. Była teraz jedynie miejscem do wkładania i dogodzenia sobie dla swojego mężusia. I ta świadomość powodowała że przechodziły ją jeszcze większe dreszcze. Jego spodnie uderzały o jej goły tyłek. Jego dłonie trzymały za biodra jej pupę i nadstawiały ją sobie do rżnięcia jak chciały. Czuła jak jest w niej naprężony, jak mu dobrze w jej środeczku. I jeszcze ona go nawilża żeby łatwiej mógł się w nią pakować. Po chwili poczuła jak jest gotowy do spuszczenia się w nią. Wzięcia w całkowite swe władanie. Eksplozja była nagła a jej ciało przeszło kilka serii drgawek. Padła zemdlona na stół a on wyszedł z niej zostawiając za sobą gorącą, wyeksploatowaną jamę.
Ania po chwili wstała choć jeszcze kręciło jej się w głowie. Wzięła swoje majtki z kanapy i zaczęła zakładać je.
- Nogi ze stołu – usłyszał Marek i niechętnie ściągnął je na ziemię – A do kanapek się nie przyzwyczajaj – powiedziała wychodząc z pokoju, ciesząc się że znowu wszystko wraca do normy.
- Jak tam minął dzień? – zapytał standardowo Marek łapiąc za jedną z kromek. Niestety nie zdążył się nacieszyć jedzonkiem. Momentalnie dostał po łapach.
- A Ty co? Bozia rączek nie dała? To dla dzieci, a jak głodny to masz jedzenie w lodówce –odpowiedziała Ania zabierając mu talerz sprzed nosa i udała się z nim w stronę pokoju dzieci – A dzień tak sobie. Zdenerwował mnie szef. I za dużo klientów marud co przyjdą, czas zajmują, a żadnego kredytu nie wezmą. A zaraz ci opowiem jak wrócę.
Marek trochę się obruszył. Kanapki wyglądały smakowicie a najlepsze są właśnie takie gotowe, a te które trzeba sobie samemu robić to już nie mają tego czegoś. Dlatego poszedł na łatwiznę i przegryzł kilka ciasteczek z lodówki.
- Aniu.. rano nie było ani jednej niepogniecionej koszuli – głośno powiedział w stronę pokoju dzieci – Musiałem rano prasować i się spóźniłem trochę do pracy przez Ciebie. – nalał sobie coli, wypił i odłożył szklankę na blacie kuchennym. W tym momencie Ania wróciła.
-Że niby co?! Służącą sobie znalazłeś? Jest równouprawnienie. Trzeba było sobie wieczorem samemu przypilnować – Odpowiedziała Ania patrząc na Marka jakby ten urwał się z choinki. Po chwili jednak na jej twarzy pokazała się złość - A to co ta szklanka?! Czy nie mamy zmywarki!
Marek właśnie odchodził od blatu i nie za bardzo mu się chciało wracać.
- Weź już daj mi chwilę spokoju. Człowiek zmęczony z pracy przychodzi i nie może nawet wypocząć. Zaraz ją włożę – odpowiedział licząc na dyspensę, jednak nie poszło po jego myśli.
- Ja znam te twoje zaraz. A ja to niby cały dzień się obijam? – Głos Ani się podniósł - Jakby ci to wyleciało z głowy to też pracuję i jeszcze rano dzieci wyprawić do szkoły, i teraz jeszcze idą do kina i na czyjej to jest głowie? I na dodatek mam się twoją szklanką zajmować??? Oooo… nie nie gagatku, Nie wyjdziesz z kuchni zanim ta szklanka nie znajdzie się w zmywarce!
Marek niechętnie zawrócił patrząc bojowo w oczy Ani włożył szklankę do zmywarki. Już wolał się poświecić i przeżyć jakoś katorgę uprzątnięcia za sobą niż wysłuchiwać marudzenia. Dopiero teraz zauważył że Ania ma na sobie fartuszek. W życiu nie nosiła, a wyglądała w nim bardzo kobieco. Przeważnie zajęta poważnymi zawodowymi sprawami a tu taki detal. Tak nagle mu się pojawiła w głowie wizja co by było jakby tak nie miała na sobie nic oprócz tego fartuszka.
Ania tymczasem złapała jego kołnierzyk i popatrzyła na niego fachowym wzrokiem.
- No nawet dobrze wyprasowane. Od dzisiaj możesz całe prasowanie na siebie przejąć. – powiedziała uśmiechając się z satysfakcją.
Marek ciągle miał w głowie Anię bez niczego na sobie ale pomyślał że to nie czas na tego typu wizje i poszedł do pokoju oglądać TV. Jego żona tymczasem odprawiała dzieci do kina. Wciskała im na drogę resztę kanapek których nie chciały. Przyszła po pieniądze do dużego pokoju gdy wyciągała je ze swojej portmonetki Marek znowu spojrzał na nią i jak jej ciało porusza się pod ubraniem i znowu mu wizje wskoczyły do głowy.
Ania w końcu odprawiła dzieci. Poszła do łazienki napuścić sobie wody do wanny i przyszła zapalić do Marka. Zaczęła opowiadać o swoich „problemach” w pracy, i jak ją dziś wszyscy denerwują, a Marek przytakiwał nie za bardzo nadążając za treścią. Jedynie na moment zwrócił uwagę gdy Ania podrapała się pod bluzką po piersi odsłaniając jej kawałek na chwilę. Potem patrzał na nią co raz bardziej się zastanawiając na co ma ochotę. Ania to dostrzegła.
- No co? – zapytała patrząc po sobie czy czasem nie ma gdzieś plamy lub coś w tym stylu.
- A wiesz… - Marek zrobił znaczącą pauzę - … idziesz się kąpać? Rozbierz się do naga tutaj do tej kąpieli – strzelił ni z tego niż zowego.
-Że co? – na twarzy Ani pojawiło się zdziwienie.
- No tak całkiem do naga. Wiesz… gołe cycki, pupa, <a href="http://pornowrota.pl">cipka</a>. Popatrzę chętnie.
Ania zrobiła na chwilę wielkie oczy. Po czym pokręciła głową, przyłożyła dłoń do czoła Marka i wychodząc do łazienki powiedziała.
- Ale tobie to się roi. Stary a głupi.
Marek pozostał sam w pokoju.
Ania leżała w wannie delektując się ciepłem i pianą. Wracały do niej słowa Marka o tym by się rozebrała w pokoju i cały czas myślała że przecież by to było niedorzeczne, ale przechodziły ją takie dziwne ciarki na tą myśl… Zawsze była zwolenniczką partnerstwa w związku, dwojga ludzi na równych prawach a takie coś całkowicie nie mieściło się w jej światopoglądzie. Nagle drzwi się otworzyły i pojawił się w nich Marek. Podszedł do kranu i zaczął myć ręce. Ania widziała jak jego wzrok co chwilę pada na jej odsłonięte z pod piany fragmenty nagiego ciała. Po chwili zakręcił wodę jakby miał wyjść, ale odwrócił się i zastygł tak patrząc na nią z lekkim uśmiechem.
Oczywiście że wiele razy widział ją nago, ale to raczej w takich sytuacjach łóżkowych. Ale teraz była inna sytuacja a on wpatrywał się w nią tak władczo jak na swoją własność i jakby zjadał oczyma. Poczuła się lekko speszona i mimowolnie skuliła się.
- No co? – Zapałą patrząc na niego pytająco.
-A… - Marek znowu jakby sekundę się namyślał - … no wstań. Umyję cię.
Ania zasłoniła się jeszcze bardziej, ale lekko zarumieniła.
- No chyba dzisiaj z drzewa spadłeś. Na to jest odpowiednie miejsce i pora. Wariat. Idź już lepiej dalej film oglądać.
Marek kucnął, uśmiechnął się do niej i puknął jej delikatnie palcem po nosku:
- A no to mam lepszy pomysł kotku .
Ania zdziwiła się i zaczęła się zastanawiać co Marek kombinuje.
- Ale najpierw polowanie na myszkę – powiedział i wkładając dłoń do wody. Znalazła się ona na jej brzuchu i zaczęła podążać w dół. Ania zaskoczona uchyliła się wiedząc dokąd zmierza i zaczęła się rzucać w wannie a Marek nie ustępował. Wijąc się tak nieporadnie próbowała zasłonić swe piersi jednak ku uciesze Marka nie za bardzo jej to wchodziło. Tak długo „gonił za myszką” aż złapał ją za futerko i pociągnął do góry tak że wynurzyła się z zwody na chwilę.
- Au! .. bo się obrażę – powiedziała Ania odciągając jego dłoń.
Marek pieszczotliwie poklepał ją po bezbronnej szparce i ustąpił. Wciąż wpatrując się w nią lubieżnie i z góry powstał i zaczął zbierać jej ubranie, bieliznę i ręczniki. Wziął je pod pachę i skierował się do wyjścia.
- Ale co ty robisz? – zapytała nie kryjąc zaskoczenia.
- A nic. Moje kochanie grzecznie przyjdzie samo do nagie i mokre do mnie. Będzie lekcja o równouprawnieniu i partnerstwie w związku. Już się nie mogę doczekać twojej cipeczki.
- Aa…ale ja przecież nie będą nago latała po domu! Ee ..ej.. gdzie wychodzisz?? Nie zamyka… - nie dokończyła zdania gdyż Marek wyszedł zamykając za sobą drzwi.
Ania została sama naga w wannie. Chciała wyjść ale nie miała się w co wytrzeć ani czym okryć. Jedyne wyjście jakie jej pozostawało to rzeczywiście przyjść nago do Męża i prosić o oddanie jej rzeczy. I trochę ją deprymowało że będzie musiała dać mu tą satysfakcję, a najgorsze w tym było to że nie miała innego wyjścia. Poczuła jak jej ciało jest w całkowitej władzy męża i będzie musiała „zatańczyć jak on zagra”. „O nie” pomyślała. Jeśli on sobie myśli że będzie ją tak traktował to się grubo myli:
- Nie wygłupiaj się Marek! Przynieś mi moje rzeczy natychmiast! – krzyknęła ale nie usłyszała żadnej odpowiedzi.
Marek siedział sobie na kanapie cierpliwie czekając na małżonkę. Nie za bardzo lubił tą kanapę ale Ania dostała ją od rodziców gdy wyprowadzali się na swoje. Było o nią parę kłótni lecz żona postawiła w końcu na swoim i tak jakoś zostało. Na szczęście miała już swoje lata i Marek cieszył się że w końcu będzie można ją niedługo wymienić - oczywiście mowa o kanapie. Gdy tak sobie rozmyślał zobaczył jak otwierają się drzwi od łazienki. Wyszła z nich skulona Ania całkiem naga i zasłaniając się oraz ociekając wodą weszła do pokoju.
- No co? – zapytała – wystarczy ci? To oddawaj – wyciągnęła dłoń po ubranie które trzymał za sobą –poza tym też byś się zaczął przygotowywać, mamy wpaść przecież wieczorem do mojej siostry. Tylko może byś się jakoś zachowywał tym razem.
- Ee.. wiesz że ich nie lubię przecież za bardzo. I się tam strasznie męczę. A poza tym mam co innego teraz do roboty… ale jesteś piękna wiesz… Podejdź tu grzecznie.
- Że co? – Ania znowu zrobiła wielkie oczy – Ja ci dam grzecznie! może już wystarczy? Przecież widziałeś mnie na golasa tyle razy! I już nie świruj.
- Jasne… ale tak patrzę… - Marek zaczął wpatrywać się w Anie, w jej krągłości. Lekko się uśmiechnął rozmarzony – i sobie myślę że zaraz… cię nieźle wymacam…. wszędzie.
- Maca to się kury! – prawie krzyknęła Ania i rzuciła się chcąc wyrwać swoje ubranie Mężowi. Musiała się przy tym cała odkryć co wywołało wesołość Marka, który patrzał jak pod czas tego szamotania jej piersi podskakują, a z futerka ściekają krople wody.
- A ja ciebie zmacam zaraz – powiedział nie przejmując się rzucaniem się Ani – ale najpierw pokażę ci jaka jesteś grzeczna. Aż się sama zdziwisz jak grzeczna potrafisz być. Ja sobie będę macał a ty będziesz miło na to pozwalać.
- Niedocze… - chciała powiedzieć Ania ale nie dokończyła.
Marek złapał ją za rękę i przełożył sobie przez kolano.
- Auć – krzyknęła. Chciała się wyrwać ale Marek był silniejszy. Przytrzymywał ją sobie, a jej nieporadne próby wyswobodzenia się bawiły go. – no puszczaj, puszczaj – bezsilnie starała się mu wyperswadować jego pomysły. Dopiero teraz dotarło do niej że jest naga przełożona przez jego kolano jak dziecko z pupą wystawioną do góry.
- No nie wierzgaj tak tymi nogami – powiedział mąż bawiąc się jej tyłkiem, bezceremonialnie wsuwając paluch między jej pośladki. Po chwili zobaczyła jak zaczyna rozpinać pasek. Jeszcze nie wiedziała co zamierza, ale gdy zaczął wysuwać go ze spodni coś ją tknęło.
- Ej no, chyba nie zamierzasz… - jednak on jak najwyraźniej zamierzał… Gdy wyciągnął pasek całkowicie, złapał go i przystawił do jej gołego bezbronnego tyłka. – No chyba kpisz… - zdążyła tylko powiedzieć.
- To jak? Będziesz grzeczną dziewczynka do macanek? – zapytał z uśmiechem i Ania poczuła jak twardy pasek przesuwa się po jej tyłku, lekko wsuwając się nawet między jej pośladki. Znowu zaczęła się wyrywać.
- Ja ci dam grzeczną dziewczynkę!! - nie zdążyła powiedzieć nic więcej. Po prostu poczuła uderzenie paskiem w tyłek aż trzasnęło w pokoju. Pierwsze co to oniemiała. Nie było to bardzo bolesne choć trochę zaszczepiało. Ale sam fakt że dostała po pupie od męża pasem i że miała jeszcze na dodatek być grzeczna wyprowadzał ją z równowagi. Poczuła jak dłoń Marka złapała ją za tyłek i zaczęła go miętosić.
- To jak? Już będziesz milutka?
- Ja ci dam milutka!! – krzyknęła ze złością. Poczuła drugie uderzenie i opanowała ją wściekłość. Zaczęła się wyrywać na wszystkie strony, Nawe chciała ugryźć Marka, ale ten trzymał ją fachowo tak że praktycznie była bezwolna, a jej tyłek był dla niego odsłonięty. A najgorsze że nie mogła nic na to poradzić. Zaczęła go wyzywać od Męskich bokserów, że go na policję zgłosi, ale wściekłość ta z każdą chwilą, z którą wiedziała że nic nie może poradzić, ustępowała rezygnacji. I najgorsze dla niej było to że ten facet którym zawsze tak umiejętnie umiała manipulować, starała się o jego samopoczucie, prała jego ciuchy, chowała jego dzieci itd. teraz trzymał ją na kolanach i wymierzał karę jak małej dziewczynce, a ona nic nie mogła zrobić. Po chwili rezygnacja całkowicie zajęła miejsce wściekłości.
- Dobra już będę… - rzuciła
- Co będziesz? – Zapytał uprzejmie Marek
- No będę grzeczna.
- Tak? – zapytał. Ucałował ją w policzek – to pokaż. Wypnij pupę wyżej, pokaż że wiesz że zasługujesz na lanie. – Ania przez moment nie wiedziała co robić ale po chwili jej pupa wygięła się do góry. Strasznie ją to wprawiało w zakłopotanie, że jednak jest taka miła dla swojego oprawcy który to jednocześnie jest jej mężusiem Mareczkiem. Czuła się tak bezwolna teraz w jego dłoniach.
- No dobra. - Powiedział Marek – Możesz opuścić. Grzeczna dziewczynka – Puścił ją. Ona lekko powstała a on przyciągnął ją i położył sobie tak że usiadła mu na jednym kolanie. – A teraz macanki – jedną dłoń miał za jej plecami trzymając ją za przedramię a druga dłoń zaczęła błądzić po jej ciele.
- No co mi robisz? – zapytała głosem zbitego pieska. Jego dłoń buszował po jej brzuchu i kierowała się co raz wyżej. Jej oddech przyśpieszył. Chciała się odrobinę skulić ale Marek druga ręką wygiął ją do tyłu tak że wszystkie jej skarby zostały odsłonięte. Jej oddech przyśpieszył, a jego dłoń doszła do jej piersi. Nie .. nie pieścił ich a po prostu nimi się bawił, ważył potrząsał.
-Proszę.. – powiedziała jakby chciała by się nad nią zlitował i zaprzestał. Ale jej oddech był co raz głębszy. Siedziała naga na kolanach kompletnie ubranego męża, w pokoju gościnnym w świetle dnia, a on robił z nią co chciał. Na dodatek każdy jego dotyk sprawiał że przechodziły ją ciarki. A to wszystko jeszcze po tym, jak dostała od niego lanie pasem. Wstydziła się okazywać swoje podniecenie, że ją ta sytuacja nakręca ale nie potrafiła. Niby lekko wywijała się jego dłoniom ale coś kazało jej być grzeczną i spełniać jego zachcianki.
- Łądne masz te cycki i fajne w dotyku – usłyszała i poczuła jak dał klapsa jednej z jej piersi, co z niewiadomych przyczyn spowodowało u niej kolejny przypływ podniecenia.
Gdy jego dłoń nacieszyła się jej piersiami zeszła w dół po brzuchu i spotkała się z jej włoskami łonowymi. Była tam podkurczona i nogi miała zaciśnięte. Spodziewała się że Marek będzie się chciał tam dostać na siłę i wiedziała że nie będzie musiał długo walczyć, ale on zrobił co innego. Spojrzał na nią z politowaniem i powiedział.
- No… wcale nie musisz wystawiać muszelki. – Ania słuchała z przejęciem – ja się nią za chwilę z chęcią pobawię –jego słowa działały jak kule uderzające w odpowiednie punkty. – Jak chcesz będziesz bezpieczna i jej nie ruszę, ale równie dobrze możesz pokazać jak miła potrafisz być i sama się wystawisz. – Marek Patrzał na nią z uśmiechem – A najfajniejsze to że sama wiesz że za chwilę pokażesz jak grzeczna jesteś kochanie.
- Nn … nie , proszę cie no …– wyszeptała Ania cały czas głęboko oddychając. Była zła na Marka że po prostu do niej się nie dobrał tylko sama musi się mu tak potulnie oddać. Jak potem będzie mogła go opieprzać za szklanki nie włożone do zmywarki, albo skarpetki zostawione koło łóżka. Patrzała jak jego dłoń głaszczę wnętrza jej zaciśniętych ud zbliżając się i oddalając od jej szparki.
- No. Właśnie teraz pokazujesz jak posłuszna jesteś – usłyszała – no… - jego dłoń delikatnie tylko naparła na jedno udo rozszerzając je. A ona uległa sama rozkładając je bardziej i bardziej. Trochę drażniło ją że znowu daje mu satysfakcję ale nie potrafiła się oprzeć samej sobie. A każde kolejne „grzeczna Ania” wypowiadane Marka złościło ją i nakręcało jednocześnie. Była co raz bardziej rozkraczona a on wcale nie dotykał jej tam po wystawianej szparce, jedynie jego dłoń głaskała ją tak nieznośnie w jej okolicach. W końcu złapał ją końcówkami palców za muszelkę, a jej całe ciało przeszedł dreszcz. Ponownie zaczął się nią bawić głaszcząc ją, łapiąc za wargi i puszczając, szarpiąc za włoski. Pozwalał sobie z jej wrażliwymi miejscami jakby z jakimś zwierzątkiem. A ona wiła się na jego kolanach rozkroczona i nawet nie musiał jej zmuszać, by pozostała w takiej niekomfortowej pozycji, cała dla niego otwarta.
- Jesteś świntuchem, wiesz –powiedziała w końcu.
Marek oparł się wygodniej na kanapie i zaprzestał drażnienia jej tam. Posmyrał ją pod brodą. A ona choć przestał ją obmacywać dalej leżała rozłożona na jego kolanach z wystawionymi cyckami, rozszerzonymi nogami w pozie zezwalającej na wszystko cokolwiek chciałby jej robić.
- No dobrze. Zasłużyłaś na nagrodę – powiedział Marek i podniósł ją. Wyciągnął z za pleców jej obcisłą koszulkę w paski i podał jej. Ania założyła ją prędko.
- A dół? – zapytała.
- Nie gorączkuj się skarbie – odpowiedział Marek. – Teraz grzecznie pójdzie moja macanka do kuchni i posłusznie zrobi mi kanapki. A pupę i cipkę będziesz miała odkrytą gotową na to żebym cię mógł sobie ciebie w każdej chwili zerżnąć, jak chcę i kiedy chcę.
- Chory jesteś wiesz - odpowiedziała.
- Nie dywaguj tyle kotku tylko idź posłusznie do kuchni bo mężuś głodny. Pokaż ładnie jak umiesz zapracować na zerżnięcie.
- Naprawdę chory - powiedziała Ania kierując się do kuchni. Stanęła tam przy blacie robiąc kromki zastanawiając się co wstąpiło w Marka i dlaczego ona tak się daje wozić. Jednak chłód powietrza jaki czuła na tyłku i między nogami przypominał jej że grzecznie jest tam otwarta dla niego na rżnięcie i sama mu za chwilę te skarby przyniesie do zabawy. Że on zrobi z nimi co chce. Myśli te powodowały że przyjemne ciarki przechodziły ją po całym ciele. Gdy wchodziła z talerzem pełnym kanapek on siedział na kanapie z nogami na stole. O to zawsze także były awantury. Popatrzyła tylko znacząco na nie, ale on nic sobie z tego nie zrobił. Położyła przed nim kanapki a on złapał jedną i rozłożywszy się wygodnie zaczął wcinać.
- No ujdą – powiedział poklepując ją po gołym tyłku. Znowu przeszły ją ciarki. Ściągnął ją za rękę na dół jak jakieś popychadło, a ona przyklęknęła przy nim. Marek jedząc położył jej drugą dłoń na głowie, pogłaskał, pogładził jej policzek i nadstawił ją przy jej ustach.
- Że niby mam cie całować? – zapytała?
- A czy ja kogoś zmuszam? Zrób tylko o co pragniesz zrobić. – odpowiedział nonszalancko zajadając się kanapkami.
Ania wkurzyła się trochę że nie dość ze mężusiowi kanapki zrobiła i przyniosła pod nos to jeszcze… domyśliła się że naprawdę chyba zacznie obcałowywać mu dłoń. Oczywiście nie chciała tego robić ale ciekawość co wtedy poczuje była silniejsza. Najpierw delikatnie ucałowała mu tą dłoń, potem zaczęła całować ją co raz mocniej i mocniej przyciskając ją do swej buzi i tuląc się w nią. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Przy niej jej mąż z nogami na stole, czego tak nienawidziła zawsze, a ona przy nim w pozycji półklęczącej prawie jak pies przy nodze obcałowuje i tuli się do jego dłoni czekając na najmniejsze ślady okazania jej dobroci. Co pewien czas okazywał ją, szarpiąc delikatnie za uchem co sprawiało że prawie odlatywała. Zachowywała się jak jego dziwka i chciała jeszcze bardziej się nią poczuć po całym dniu pracy.
Gdy był w połowie jedzenia wskazał palcem by siadła na stole.
- Nogi szeroko i wystaw cipkę. Mamy do pogadania.
- Ale co? – spytała niepewnie jednocześnie rozkraczając się przed Markiem.
- Tylko tyle umiesz? – zapytał z niezadowoleniem, dając jej lekkiego klapsa po futerku
- Au. No co? - Ania bardziej się wystawiła.- przecież grzeczna jestem
- Ale rano mnie na serio te koszule wkurzyły. Czujesz się winna?
- No weź przestań … nie będziemy teraz o tych koszu… Auuu – w tym momencie dostała klapsa lekkiego w szparkę.
- No ale wystarczy że przeprosisz.
- No co ty Marek.. Auu – ponowny klaps spadł na jej futerko. Ania była cała zarumieniona. Jej mężowi podobało się jak jest przed nim tak rozłożona przyjmując kary i posłusznie pozostając otwarta na kolejne, tak jakby mu się należało prawo do jej karania.
- No prze… pprzep Auuu – kolejny klaps
- co prze?
- przepraszam. Przepraszam, że nie wyprasowałam ci koszuli – Marek uśmiechnął się i w nagrodę potarmosił Anię za futerko aż ta zajęknęła a rozkosz przelała się falą po jej ciele. – głupolu ty.
Marek Kończył ostatnią kanapkę, a Ania czekała wciąż na stole rozkraczona przed Markiem. W międzyczasie rozmawiali trochę o tym że ten stół też by trzeba było wymienić za niedługo bo się lakier łuszczy. Co pewien czas Marek jakby od niechcenia zajmował się jej otworkami powodując co raz większe konwulsję w oczekującej na swój los Ani.
- No dobra, przełóż się przez stół i wypnij cipkę na zerżnięcie. Poużywam sobie na tobie od tyłu – Zrobiła to od razu. Wypięła się do niego jak tylko mocno mogła czekając aż się zlituje i ulży sobie na niej. Podobało jej się że ma tylko obcisłą koszulkę a dół cały odsłonięty i wypięty na swego oprawcę. Wydała się sobie przez to bardziej naga między nogami. A on powoli kończył dojadanie kanapki co pewien czas klepiąc ją po tyłku. W końcu wstał rozpiął tylko rozporek. Nawet nie patrzyła do tyłu ale wiedziała że jego <a href="http://foto.sex.pl">penis</a> jest już na wolności, spuszczony ze smyczy, na nią. Poczuła jak zaczyna się w nią pchać, jak wchodzi, jak jej <a href="http://pornonisza.pl">cipka</a> chce mu się oddać. Jak wnika głębiej i głębiej. A on znowu wcale nie zajmował się nią, tylko czuła jak sam sobie chce dobrze na niej zrobić. Była teraz jedynie miejscem do wkładania i dogodzenia sobie dla swojego mężusia. I ta świadomość powodowała że przechodziły ją jeszcze większe dreszcze. Jego spodnie uderzały o jej goły tyłek. Jego dłonie trzymały za biodra jej pupę i nadstawiały ją sobie do rżnięcia jak chciały. Czuła jak jest w niej naprężony, jak mu dobrze w jej środeczku. I jeszcze ona go nawilża żeby łatwiej mógł się w nią pakować. Po chwili poczuła jak jest gotowy do spuszczenia się w nią. Wzięcia w całkowite swe władanie. Eksplozja była nagła a jej ciało przeszło kilka serii drgawek. Padła zemdlona na stół a on wyszedł z niej zostawiając za sobą gorącą, wyeksploatowaną jamę.
Ania po chwili wstała choć jeszcze kręciło jej się w głowie. Wzięła swoje majtki z kanapy i zaczęła zakładać je.
- Nogi ze stołu – usłyszał Marek i niechętnie ściągnął je na ziemię – A do kanapek się nie przyzwyczajaj – powiedziała wychodząc z pokoju, ciesząc się że znowu wszystko wraca do normy.
Tagi:
Mąż i żona
27.10.2009 o godz. 18:53


